Zdjęłam fartuch, położyłam go na oparciu krzesła i wyszłam z kuchni. Wyszłam. Na zawsze. Przynajmniej wtedy tak mi się wydawało…
— Co, boisz się iść do pracy? — zapytał Sergey, opierając się leniwie o framugę drzwi, obserwując, jak wycieram stół kuchenny. — Masz dość bycia zamkniętą w czterech ścianach? Spróbuj pracować, jak wszyscy.
Zamarłam. Ścierka w mojej ręce nagle stała się ciężka, jak kamień. Dwadzieścia siedem lat małżeństwa, a każde jego słowo trafiało dokładnie w sedno. Może miał rację? Może naprawdę nie potrafię nic innego, prócz sprzątania, prania i gotowania?
— Mamo, — rozbrzmiała głos Iriny z pokoju. — Nie widziałaś mojego szarego swetra?
— W szafie, odpowiedziałam automatycznie. — Prasowałam go wczoraj.
Po rozwodzie Irina wróciła do domu. Teraz nas było znowu troje, i z jakiegoś powodu wszyscy byli przekonani, że muszę wiedzieć, gdzie leży każda rzecz, kiedy trzeba iść na zakupy i co ugotować na kolację.

— Go tam nie ma! — wykrzyknęła Irina, wbiegając do kuchni z rozczochranymi włosami i zniecierpliwioną miną. — Spóźnię się na rozmowę kwalifikacyjną!
Sergey uśmiechnął się i popił kawę:
— Jak zwykle. Cała jesteś w stylu mamy — żadnej organizacji.
Mocno wycisnęłam ścierkę nad zlewem. Woda spływała powoli, kropla po kropli. Tak, jak mijają lata mojego życia.
— Wiesz, — odwróciłam się do męża, — może masz rację. Może powinnam spróbować.
— Spróbować czego? — podniósł brew.
— Pracować. Jak wszyscy.
Sergey zakaszlał się kawą:
— No dalej, Aniu. W twoim wieku? Kto by cię potrzebował?
— No, potrafię sprzątać, — skrzyżowałam ramiona. — Potrafię gotować. Potrafię też organizować.
— Mamo! — zawołała ponownie Irina. — Znalazłam sweter, ale jest pognieciony!
W milczeniu wyjęłam żelazko. W środku mnie powoli narastała fala determinacji.
Wieczorem otworzyłam stronę z ofertami pracy. „Poszukujemy sprzątaczki do centrum handlowego” — głosił napis. Grafik był dogodny, wynagrodzenie… no, na początek wystarczy.
Sergey przeszedł obok, zerknął na ekran i parsknął:
— To naprawdę?
— Naprawdę.
— No cóż, zobaczymy, jak długo cię to utrzyma, pokręcił głową.
Zachowałam numer. Zadzwonię jutro. A teraz trzeba przygotować kolację, sprawdzić, czy wszystkie rzeczy Iriny są wyprasowane i…
Stop.
Zamknęłam laptopa i wstałam:
— Kolacja jest w lodówce. Podgrzejcie ją sami.
— Dokąd idziesz? — zdziwił się Sergey.
— Na spacer. Muszę pomyśleć.
Wychodząc, usłyszałam, jak Irina pyta:
— Tato, co z mamą?
— Jakaś wariatka, — machnął ręką. — Przejdzie.
Ale już wiedziałam — to nie przejdzie.
Bo zamykając za sobą drzwi, w chłodnym powietrzu klatki schodowej nagle poczułam się… żywa.
Walentyna Pietrowna, kierowniczka działu gospodarczo-technicznym, przyglądała mi się uważnie przez okulary:
— Doświadczenie zawodowe… dwadzieścia siedem lat jako gospodyni domowa?
Wyprostowałam się:
— Tak. A przed ślubem pracowałam trzy lata jako sekretarka.
— Sekretarka? — parsknęła. — Tutaj jest nieco inaczej. Mop jest cięższy niż rączka. Grafik to dwa dni pracy, dwa dni wolnego, od siódmej rano. Dasz radę?
— Dasz radę.
W domu nikomu nie powiedziałam. Po prostu zaczęłam wstawać wcześniej. Pierwszego dnia ręce mi drżały, kiedy podpisywałam dokumenty. Drugiego — bolało mnie całe ciało. Trzeciego dnia złapałam się na myśli, że… to mi się podoba.
— Mamo, czy zmieniłaś krem do rąk? — zapytała pewnego wieczoru Irina przy kolacji. — Twoja skóra stała się… szorstka.
— Tak, — odpowiedziałam, chowając ręce pod stołem. — Wypróbuję nowy.
Sergey nic nie powiedział, ale jego spojrzenie było pełne niedowierzania. Coś podejrzewał, ale nie odważył się pytać.
W ciągu dwóch tygodni nauczyłam się więcej, niż przez ostatnie pięć lat. Na przykład, że Tamara z pierwszego piętra ma troje wnuków i boli ją stawy, ale mimo to pracuje. Że Nadia Iwanowna, po szkole, przychodzi pracować jako sprzątaczka. Że czystość to nie tylko praca, ale pewnego rodzaju wolność.
— Ania, — usiadła obok mnie Tamara podczas przerwy, — o czym myślisz?
— Myślę… dlaczego praca sprzątaczki uważana jest za nieprzyzwoitą.
— Nie zwracaj uwagi na wygląd, uśmiechnęła się złośliwie. — Najważniejsze, że robisz coś potrzebnego.
Tego wieczoru wróciłam do domu później niż zwykle. Na korytarzu potknęłam się o stos butów, a w zlewie sterty talerzy.
— Mamo, — wyszeptała Irina. — Pomagasz mi z CV? A kolacja… nic nie ugotowałaś?
— Nie mogę, — założyłam kurtkę. — Jestem zmęczona.
— Z czego? Przecież byłaś w domu!
Spojrzałam na moje ręce — czerwone, suche od środków czyszczących. Spojrzałam na męża:
— Jesteś pewien, że byłam w domu?
Sergey napiął się:
— Poczekaj… Mówisz poważnie?…
— Poważnie, — odpowiedziałam, idąc do kuchni. — I wiesz co? To mi nawet się podoba. Przynajmniej tutaj doceniają pracę.
Sergey usiadł:
— Ale po co? Mamy pieniądze…
— To nie o pieniądze chodzi, — powiedziałam, włączając czajnik. — Chodzi o to, że czuję się człowiekiem.
— Kolacja w mikrofalówce, — dodałam, wychodząc z kuchni. — Podgrzejcie ją sami.
Tego dnia w centrum handlowym odbywało się generalne sprzątanie. Właśnie myłam witryny, gdy usłyszałam znajomy głos:
— Tak, mamo nadal nie może znaleźć pracy…
Zamarłam. Irina stała obok, rozmawiając przez telefon.
— Co? Tak, oczywiście, to wstyd… Wychodzi rano, ale nie mówi, gdzie idzie…
Odwróciłam się. Córka zamarła, widząc mnie w mundurze. Policzkami rozlały się rumieńce.
— Ty… pracujesz tutaj? Jako sprzątaczka?
— Tak. To uczciwa praca.
— Uczciwa?! — jej głos zadrżał, łzy pojawiły się w jej oczach. — Przynosisz nam hańbę!
— A ty nigdy nie pomyślałaś, że hańba to wrócić do rodziców po rozwodzie?
Irina zaniemówiła. W jej oczach błyszczały łzy.
— Czy to znaczy, że się mną zemstowałaś?
— Nie, kochanie. Po prostu żyję.
Wieczorem Sergey zaproponował rozmowę.
— Aniu… Może jednak wrócisz?
— Nie dzisiaj.
— Dlaczego?
— Bo musimy nauczyć się żyć na nowo. Nie będę już tą, za którą mnie znaliście.
Wyciągnęłam do nich arkusz z planem obowiązków domowych:
— Wszystko podzielimy równo. I będą zasady.
— Jakie zasady? — zapytał z grymasem Sergey.
— Na przykład, brudne naczynia nie mogą stać w zlewie dłużej niż godzinę.
Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę.
— Umówiliśmy się? — zapytałam.
— Umówiliśmy się, — odpowiedział cicho. — Tylko… naucz mnie robić kotlety.
Uśmiechnęłam się.
— Nauczę cię. Ale najpierw – pokażę ci. Jest różnica, prawda?
W tym momencie wiedziałam – wszystko będzie inaczej.







