Wesele toczyło się swoim rytmem: śmiech, muzyka, gratulacje. Byłam szczęśliwa, bo wychodziłam za mężczyznę, którego kochałam całym sercem. Ale w pewnym momencie brat mojego narzeczonego podszedł do mnie i cicho powiedział:
— Muszę ci coś powiedzieć. To bardzo ważne.

Poczułam strach.
— Tak, oczywiście… co się stało?
Szybko rozejrzał się wokół i dodał:
— Nie tutaj. Spotkajmy się w łazience za pięć minut. Mój brat nie może się dowiedzieć.
— O czym mówisz? Co się stało? — czułam, jak narasta niepokój.
— Wkrótce się dowiesz, — odpowiedział krótko i odszedł.

Nie potrafię wyjaśnić, jak przetrwałam te pięć minut. Serce biło mi jak oszalałe, dłonie się pociły. Powiedziałam narzeczonemu, że muszę iść do łazienki, i udałam się tam.
Brat mojego męża już tam na mnie czekał. Najpierw zapadła niezręczna cisza, potem rozpoczął rozmowę.
— Nie mogę dłużej milczeć… Jestem w tobie zakochany od dawna.
Zastygłam, a potem niechcący się zaśmiałam:
— Zwariowałeś? Dziś wychodzę za mąż. Z twoim bratem!

— Tak, wiem… — jego głos drżał, — ale nie mogę dłużej patrzeć, jak jesteś przy nim. To mnie zabija.
Kręciłam gwałtownie głową:
— Nie. Przestań. To niewłaściwe.
Ale on zrobił krok w moją stronę i nagle próbował mnie objąć. Odepchnęłam go z siłą i dałam mu policzek.
— Nigdy więcej nie odważ się mnie dotknąć! — krzyknęłam i, powstrzymując łzy, wybiegłam z pokoju.
Teraz nie wiem, jak patrzeć mu w oczy, jak dalej normalnie rozmawiać. I zastanawiam się, czy w ogóle powinnam o tym mówić mężowi.







